Obserwatorzy

poniedziałek, 12 lutego 2018

Jak odżywić włosy po mocnym rozjaśnianiu?





WITAJCIE!!


Dzisiaj przychodzę do was z włosowym postem. Jak część z was pamięta jakiś czas temu miałam farbowane włosy i niestety wyszedł nie taki kolor jak trzeba i fryzjerka musiała rozjaśnić mi włosy. Niestety moje włosy były wcześniej osłabione przez prostownicę, która mi przypaliła włosy i rozjaśnianie dość mocno je dobiły. Każdy musi zrobić jakiś włosowy błąd, aby zacząć porządnie dbać o włosy. Ja już na pewno wiem, że nigdy włosów nie będę rozjaśniać i będę uważać z prostownicą. Dlaczego mi przypaliła? Zepsuł się termostat i na maxa zaczęła grzać a później padła :(

Jeżeli jesteście ciekawe co pomogło mi w dość sporej regeneracji zapraszam dalszej części wpisu. Podzielcie się też swoimi kosmetykami, które wam pomagają odżywić oraz zregenerować włosy.







  • SZAMPON PANTENE PRO-V MOISTURE


Ja wybrałam szampon nawilżający marki Pantene, wiem że dla innych to silikony i takich nie będą nigdy używać, jednak moje włosy bardzo pozytywnie go przyjęły i świetnie się spisuje.
- Bardzo ładnie wygładza włosy
- Nie obciąża ich
- Już po kilku użyciach wyglądały na bardziej odżywione
- Cena bardzo przystępna i szampon ogólnie dostępny






  • MASKA DO WŁOSÓW L'OREAL SERIEEXPERT

Jest to troszkę droższa maska, ale w maskę lepiej zainwestować niż szampon, to ona ma główne zadanie za odżywienie a szampon głównie oczyszcza włosy. Jest to produkt do bardzo zniszczonych włosów, który ma w szybki sposób je odżywić i nawilżyć.
- na włosach trzymam ją około 3-5 minut
- jest gęsta jak masło więc jest bardzo wydajna
- pięknie pachnie
- już po pierwszym użyciu zauważalne jest wygładzenie włosów.
- stosuję ją co drugie mycie włosów





  • SERUM L'OREAL NUTRIFIER

Jest to produkt bez którego nie wyobrażam sobie na razie układania włosów. 
- W składzie ma olej kokosowy, który ma zbawienny wpływ na nasze włosy. Jeżeli macie rozdwojone końcówki lub suche, to on będzie je pięknie wygładzał i dodatkowo pielęgnował aż wreszcie, któregoś dnia nie będzie potrzeby go nakładać. Mimo ścięcia suchych końcówek nigdy w 100% tego fryzjer nie zrobi.
- Bardzo szybko się wchłania i nie obciąża za mocno włosów
- Trzeba pamiętać aby nie przesadzić z ilością aby włosy nie wyglądały na tłuste, ponieważ to olejek
- Jest bardzo wydajne


 

  • OLEJEK MOROCCAN

Obecnie zamiennie stosuję go z serum z L'oreal, jednak na początku moje włosy tak chłonęły wszystko, że używałam go dodatkowo a włosy i tak wyglądały na nieobciążone. Na szczęście dzisiaj włosy są w lepszym stanie i tylko używam go okazjonalnie. Jego działania chyba nie muszę przedstawiam, ponieważ większość dziewczyn, które chodzi na targi Beauty go zna.


  •  NAWILŻENIE WEWNĘTRZNE

Oczywiście nie możemy zapominać, że nie tylko kosmetyki, które używamy na zewnątrz pomogą naszym włosom, ale też woda i witaminy. Poza szamponami i odżywkami stosuję:
- staram się pić co raz więcej wody
- Witamina A+E oraz cynk, który pomaga również we wzroście paznokci
- Tran, który ma wiele witamin i minerałów i wzmacnia odporność
- Dużo osób też poleca Biotebal, jednak takie specyfiki chyba nie dla mnie


Jakie efekty? Rozjaśnianie miałam prawie dwa miesiące temu, końcówki nawet po pierwszym ścięciu były suche i bez życia. Pierwsze efekty zauważyłam już po miesiącu. Później drugi raz ścięłam końcówki i teraz po dwóch miesiącach włosy na całej długości jak dla mnie wyglądają o 80 % lepiej! Nie plączą się już a końcówki nie są sztywne. Wszystko wymaga czasu i cierpliwości...jednak człowiek mądry po szkodzie. A jak wasze przygody włosowe wyglądały?

Ciekawostka!
Po użyciu RAZ szamponu Garnier ochrona koloru zauważyłam, że zjechał z włosów pomarańczowy barwnik !!! Włosy nabrały naturalnego złoto-brązowego koloru. To było coś dziwnego, bo stało się to po ponad miesiącu od farbowania.

Pozdrawiam 
Monia:*

piątek, 9 lutego 2018

Weekend w Budapeszcie !



WITAJCIE!!


Dzisiaj przychodzę do was z mniej kosmetycznym a bardziej podróżniczym postem. Kilka dni temu miałam okazję być w stolicy Węgier, czyli Budapeszcie. Był to prezent urodzinowy więc bardzo byłam podekscytowana wyjazdem i nie mogłam się doczekać aby zjeść moje ulubione danie, czyli gulasz po węgiersku na Węgrzech....no i marzenie się spełniło!! Jeżeli jesteście ciekawi moich wrażeń oraz wskazówek zapraszam do dalszej części wpisu.



DOJAZD


My przylecieliśmy z Warszawy do Budapesztu w poniedziałek. Lot był bardzo krótki i trwał niecałą godzinę. Jest to na pewno wygodniejsza opcja niż przyjazd samochodem, którym byśmy tu jechali około 10-12 h w zależności od trasy. Przywitała nas całkiem przyjemna pogoda około 1 stopnia na plusie i słoneczko. Idealna pogoda do zwiedzania. Lotnisko jest bardzo dobrze skomunikowane z centrum i możemy się do niego dostać dwoma liniami autobusu. Jeden jedzie bezpośrednio do centrum ( około 45-50 min ) a drugim dojedziemy na obrzeża centrum i tam przesiadamy się na linię metra numer 3. Dzięki temu omijamy większość korków, jeżeli podróżujemy w godzinach szczytu.

Na ten bezpośredni autobus musimy kupić osoby bilet w biletomacie przy wyjściu z lotniska a drugi działa w ramach biletu dobowego, który na prawdę opłaca się kupić, ponieważ obejmuje każdy rodzaj komunikacji miejskiej ( trolejbusy, metro, busy i tramwaje).
  • Bilet 24h - 1650 HUF czyli około 25 zł ( zwraca się już przy 5 biletach. Jednorazowy kosztuje 300 HUF)
  • Bilet 72 h - 4950 HUF czyli 65 zł
Radzę kupić bilet i na nim nie oszczędzać, ponieważ w mieście jest bardzo dużo kontrolerów. Przy wejściu do metra nie ma bramek, tylko panowie, którzy wyrywkowo sprawdzają bilety. Na każdej stacji jest ich uwaga 6 !!! Plus kontrolerzy główni, którzy są ubranie po cywilnemu. Jest to dość rzadko spotykane zjawisko.



CO WARTO ZOBACZYĆ ?


Nie mieliśmy za dużo czasu na zwiedzanie, więc wybraliśmy takie kultowe miejsca i zostawiliśmy oczywiście sporo punktów do zwiedzenia na kolejny raz...może wiosną? To wtedy to miasto wygląda idealnie, ponieważ ma dużo parków i zieleni.
  • Food Market - jest to chyba najciekawsze miejsce i jest w nim sporo turystów jak i mieszkańców. Znajdziemy tutaj wszystko od owoców, warzyw, przez tradycyjne papryki, mięsa, upominki, serwetki z koronki i oczywiście jedzenie. Zjemy tutaj tradycyjne dania i te bardziej popularne. Jednak musimy się liczyć z tym, że za dużo miejsca i wygodnie nie będzie. Jest dość gwarno więc i na ciszę nie ma co liczyć. Jeżeli szukacie pamiątek to zapraszam na pierwsze pięto na sam środek. Znajdziemy tam magnesy za 300-600 HUF a nie tak jak w innych miejscach za 1000 a nawet za 1600HUF !!
  • Parlament - jest to kolejne miejsce, z którego Węgrzy są bardzo dumnie. Jest na prawdę piękny i ogromny. My bilety kupiliśmy na miejscu około 40 minut przed zwiedzaniem. Na pewno w szczycie sezonu trzeba zrobić to wcześniej. Całe zwiedzanie trwa dość krótko około 45 minut. Niestety zostaliśmy wpuszczeni do małej ilości sal, ale i tak ogrom tego budynku zapiera dech! Zwiedzanie jest z przewodnikiem i słuchawką na uchu, my wybraliśmy język angielski. Cena wstępu dla uczniów do 24 roku życia to około 1300 HUF a dla dorosłych około 2300 HUF.
  • Pałac - my wybraliśmy się na wzgórze, na którym znajduje się budynek wieczorem, ponieważ panorama wieczorna jest niesamowita. Każdy budynek jest pięknie oświetlony! Na samą górę wjechaliśmy kolejką, jednak jest też opcja na pieszo. Teren pałacu jest ogromny a niedaleko znajdują się inna stare kamienice. 
  • Baszta Rybacka - obok niej znajduje się piękny kościół prawosławny, który jest na prawdę zadbany i dosłownie bielutkie ma ściany. Baszta jest na zboczu więc z jej wieżyczek mamy piękny widok na miasto. Na terenie baszty jest sporo altanek i ozdobnych murków. Bardzo polecam to miejsce.

  • Zabytkowy most - warto się nim przejść wieczorem i podziwiać widok miasta. Obok niego jest też tzw. Biały Most, który jest bardziej nowoczesny, tzw. most wiszący. Polecam się przejść wszystkimi mostami. My łącznie jednego dnia robiliśmy około 20 km pieszo.
  • Cytadela  ( Wzgórze Gellerta i pomnik )- Nad miastem wznosi się piękne wzgórze skalne a na nim cytadela oraz kilka pomników w tym jeden wznosi się pięknie nad miastem. Aby tam dotrzeć trzeba na prawdę dużą ilość schodów pokonać, ale warto! Dotarliśmy tam wieczorem, aby podziwiać panoramę miasta.
  • BudaEye- jeżeli lubicie karuzele to ta na pewno się wam spodoba, jest to miniaturka tej z Londynu. Mimo, że jest mniejsza i tak robi wrażenie :)
  • Termy oraz ZOO - to są dwa główne miejsca, do których nie udało nam się dotrzeć i bardzo tego żałowaliśmy, jednak dwa dni to za mało na całe miasto i czuje się duży niedosyt.



GDZIE ZJEŚĆ ?


My niestety byliśmy tylko w kilku miejscach, ponieważ w dwa dni za dużo się nie zje :). Bardzo dokładnie poszukałam w internecie i wybrałam te knajpki, które oferowały dania tradycyjne i miały wysoką ocenę. Radzę też uważać z przyprawami, ponieważ są dość ostre. Do dania otrzymujemy na osobnej tacce papryki w różnej formie.

  • For Sale - jest to pub/restauracja, która znajduje się niedaleko Food Market. Jest na prawdę dość oryginalna, ponieważ wygląda w środku jak stodoła. Siano na podłodze i kartki przyczepione do belek na ścianie i suficie. Nie wygląda zbyt atrakcyjnie, ale mają bardzo dobre jedzenie. Trzeba się jednak liczyć, że trzeba postać trochę w kolejce aby tam zjeść. Na jedzenie za to czeka się bardzo krótko. Zamówiłam oczywiście gulasz, który na szczęście pan poinformował, że jest na 3 osoby a kosztował około 1300 HUF, czyli tyle co magnes na lodówkę!
  • Csrnok Vendeglo - jeżeli będziecie niedaleko Parlamentu zapraszam! Obsługa bardzo miła i chętna do tłumaczenia dań lub doboru dodatków. Mimo, że na FB ostatnio dodawali post w 2013 roku to i tak restauracja w 3/4 ciągle pełna. Ceny też bardzo atrakcyjne  a jedzenie pyszne! Tam chyba wszędzie dają dość obfite porcje.
  • Oktogon Bistro - jest to miejsce dla osób, które na prawdę dużo lubią jeść, ponieważ płacisz raz i jesz ile dasz radę, ale  przez dwie godziny. Nie można też za dużo zostawić na talerzu bo liczą za odpadki. 




JAKIE PAMIĄTKI?


Jak większość ludzi wie Węgry słyną z papryki w każdej formie oraz z koronek i porcelany. Nie można też zapomnieć o słynnym Tokaju Więc co możemy spotkać na straganach?

  • Magnes ( 300 - 1600 HUF)
  • Tokaj - polecam Katalinka sweet ( 7,5 E na lotnisku, w Polsce około 100 zł)
  • Palinka - czyli Bimber ze śliwek czy moreli, bardzo dobry :)
  • Papryki suszone na sznurku ( dość ostre)
  • Papryka w formie przypraw ( zestaw słodka plus ostra 700-900 HUF)
  • Papryka w formie pasty ( 3,5E)
  • Serwety z koronki
  • Porcelana
  • Czekolada wytwarzana na miejscu.








JĘZYK I NOCLEG


Ich język jest dość ciężki do ogarnięcia, na szczęście większość ludzi w stolicy całkiem ładnie mówi po angielsku i idzie się dogadać bez problemu.
My nocowaliśmy w prywatnych apartamentach przy głównej zakupowej ulicy w kamienicy. Cena za dwie noce na dwie osoby to 45 E!! Jest to na pardę dobra cena jak na taką lokalizację. Warunki też były dobre i prywatna łazienka. W pokoju było tylko wielkie łóżko, stolik i ogromna szafa, ale co więcej potrzeba?
Do dyspozycji z inną parą była bardzo dobrze zaopatrzona kuchnia i zawartość lodówki. Jeżeli chcecie namiary chętnie się podzielę.










Jestem bardzo zadowolona z wycieczki i tak uważam, że w tak krótkim czasie udało nam się zobaczyć sporo. Jeżeli macie jakieś pytania co do wycieczki to dajcie znać. Może o czymś zapomniałam lub za mało opisałam to chętnie dopowiem. A wy wybieracie się do Budapesztu lub byliście tam i macie jakieś przemyślenia?


Pozdrawiam 
Monia:*

czwartek, 1 lutego 2018

Dior, czyli czy tusz z wyższej półki jest zawsze lepszy?



WITAJCIE!


Zazwyczaj pokazuję wam kosmetyki z niskiej lub średniej półki, dostępnej dla wszystkich. Jednak na Święta dostałam fajny zestaw firmy Dior, w którego skład wchodzi maskara i  mała paletka cieni. Dzisiaj przyszedł czas na moją recenzję jednego produktu, czyli zaczynamy od maskary. To jej najbardziej byłam ciekawa, czy warto wydać o wiele więcej za tusz z wyższej półki? Jeżeli jesteście ciekawe, to zapraszam do dalszej części wpisu.

Czy wy też tak macie, że od początku roku was choroby męczą? Ja jak jednej się pozbędę, to jakaś nowa się przypałęta. Chwilowo walczę, chyba jak większość Polaków z uporczywym kaszlem.




OD PRODUCENTA:


  • Tusz do rzęs Diorshow Pump'N'Volume
  • Nadaje rzęsom natychmiastową objętość
  • Spojrzenie nabiera magnetycznego spojrzenia
  • Po naciśnięciu nasadki szczoteczka nabiera idealną porcję tuszu. Nowa maskara już za pierwszym pociągnięciem pozostawia na rzęsach idealną ilość tuszu, oferując nieskazitelny makijaż XXL







SKŁAD:


  • Substancje pudrowe Bouncy PowedersTM -utrzymują kremową i idealnie płynną konsystencję tuszu od pierwszej aż do ostatniej aplikacji.
  • Wosk Karnauba- trwale podkręca i modeluje rzęsy
  • Wosk pszczeli- dokładnie pokrywa wszystkie rzęsy, tworząc natychmiastowy efekt
  • Olej parafinowy - zapewnia zmysłową i kremową konsystencję i ułatwia aplikację


MOJA OPINIA:


Było trochę teorii i obiecanek producenta, jednak jak tusz sprawdził się w praktyce? Chętnie wam opiszę moją przygodę z nim. Zacznijmy od ceny:

  • Minusem na pewno jest dość wysoka cena jak za tusz ( około 150zł). Ja zazwyczaj kupowałam L'oreal za 30-35 zł więc spora różnica.

  • Tusz na prawdę nadaje rzęsom bardzo mocny odcień czerni, jest ona głęboka.
  • Tusz na rzęsach trzyma się na prawdę długo i nie kruszy się, nie tworzy efektu pandy.
  • Coś o szczoteczce teraz. Jest ona silikonowa, co jest dla mnie dużym plusem, jednak jej włoski są dla mnie za krótkie i mają praktycznie jedną długość. Nauczona jestem pracować na szczoteczkach o stożkowych kształtach.
  • Jaki minus płynie z takiej szczoteczki? Dość dużo tuszu nabiera się na szczoteczkę, a wiadomo, że nie wolno go wycierać o brzeg otworu a szkoda też nadmiar wycierać w chusteczkę. Jeżeli nie mamy sposobu na taką szczoteczkę możemy liczyć się z dość mocno posklejanymi rzęsami i z 50 zrobi nam się połowa. Jak uratować tusz? Ja mam na niego dwa sposoby:
  • Po pierwsze zaczynamy nakładać go od końca rzęs szczotkując pomału dochodzimy do ich nasady, w ten sposób mamy nad nim kontrolę i nad sklejaniem się rzęs.
  • Drugi sposób to nałożenie tuszu normalnie, jednak przy użyciu naszej ulubionej szczoteczki rozkładamy tusz jak chcemy i nie mamy efekty sklejenia.
  • Jak jest ze zmywaniem jego? Hmm trzeba na prawdę dużo wacików lub dość mocny płyn dwufazowy.
Pytanie teraz się nasuwa czy warto tyle zachodu, aby po prostu pochwalić się, że to tusz Dior i cieszyć się ładną czernią? Czy lepiej wydać 12 zł lub 30 na nasz ulubiony tusz, który równie fajnie wygląda i dodatkowo nie mamy przy nim tyle zachodu. Chyba, że to tylko u mnie są akie problemy a wu was spisuje się idealnie? Ja na prawdę go bardzo lubię, mimo tego, że mam z nim trochę zabawy.




Jaki tusz jest waszym ulubieńcem? Czy też testujecie tusze z wyższej półki?

Pozdrawiam
Monia:*

piątek, 26 stycznia 2018

Golden Rose i ich matowe, trwałe pamadki !



WITAJCIE!!


Dawno nie było nic o pomadkach, dlatego dzisiaj chciałabym wam przedstawić moich ulubieńców. Wiem, że pewnie większość z was zna je i używa pewnie od dawna, jednak ja nie byłam nigdy zwolenniczką matowych pomadek. Dlaczego? Wszyscy bardzo chwalili np. matowe pomadki od Bourjois, jednak sprawiały one, że moje usta były wyschnięte i nie trzymały się u mnie długo. Nie wszystko co dla innych dobre musi być i dla mnie:( Postanowiłam jednak spróbować jeszcze raz ale z inną marką! Padło na zachwalane pomadki matowe od Golden Rose, od razu kupiłam 3 różne odcienie i zakochałam się w nich od pierwszego użycia. Jeżeli jesteście ciekawe dlaczego i wahacie się nad ich zakupem, zapraszam do dalszej części postu.



OD PRODUCENTA:


Pomadka w płynie gwarantuje perfekcyjne, pełne pokrycie ust matowym kolorem przez wiele godzin, bez uczucia przesuszenia i lepkości. Lekka formuła wzbogacona w witaminę E i olej z awokado sprawia, że usta stają się niezwykle nawilżone i gładkie.
Elastyczny aplikator i kremowa konsystencja zapewniają wygodne rozprowadzanie produktu. Po aplikacji należy odczekać chwilę, aby uniknąć rozmazania.Produkt łatwo można zmyć przy pomocy dwufazowego płynu do demakijażu.



MOJA OPINIA:


+ Bardzo dobra trwałość. Gdy już pomadka zaschnie nie zostawia nawet śladów na kubku czy jak damy ukochanemu buziaka.
+ Po nałożeniu na usta ma kremową konsystencję, jednak z czasem robi się ona matowa i zastyga na ustach, wtedy jest nie do ruszenia.
+ Cena i dostępność jest na prawdę w porządku. Za taką jakość nawet skłonna bym była trochę więcej zapłacić.
+ Gama kolorystyczna jest również na plus, ponieważ każdy znajdzie coś tam dla siebie.
+ Czy wysusza usta? Po zmyciu pomadki usta wyglądają normalnie, jednak gdy planujemy ją dość często nosić, należy pamiętać o nawilżeniu ust na noc, bo to jednak pomadka, która wchodzi w usta (jak każdy mat)
+ Nie robi się brzydka na ustach, nawet po upływie kilku godzin od nałożenia.
+ Ja najbardziej zakochałam się w kolorze nr 7, czyli odcieniu malinowym.
+ Jest na prawdę mocna, poniżej możecie zobaczyć próbę zmycia pomadek płynem dwufazowym, tak łatwo nie odpuszcza !






A wy jesteście zadowolone z tych pomadek? Jakie są wasze ulubione kolory !! Chętnie wypróbuję nowe odcienie :D

Pozdrawiam
Monia:*
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...